30 października 2021 roku nie był udanym dniem dla urodzonego w Cieszynie Polaka. Tego dnia Polak stanął w oktagonie, by po raz drugi obronić pas mistrzowski kategorii półciężkiej (do 93 kg) federacji UFC. Na jego drodze pojawił się 42-letni Brazylijczyk Glover Teixeira. Walka od początku nie układała się po myśli cieszynianina. Brazylijczyk w dość łatwy sposób sprowadzał walkę do swojej płaszczyzny, jaką jest parter. W drugiej rundzie nawet zachwiał Polakiem ciosem w stójce, którą Błachowicz ma zdecydowanie lepszą. Chwilę później ponownie obalił Polaka i finalnie wygrał przez duszenie zza pleców. Stał się w tym momencie najstarszym mistrzem w historii federacji UFC, który zdobył pas po raz pierwszy. Jan Błachowicz i jego fani byli w szoku. Nikt się nie spodziewał porażki w tym momencie.
„Cieszyński Książę” zdobył pas mistrzowski we wrześniu 2020 r. po fenomenalnej walce z Dominikiem Reyesem, którego znokautował w drugiej rundzie, łamiąc mu nos, a także żebra swoimi świetnymi kopnięciami. Patrząc na historię Jana Błachowicza w amerykańskiej federacji, trzeba pamiętać jednak jakie miał ciężkie momenty na początku. Po świetnym debiucie 4.10.2014 roku i nokaucie w 1 rundzie przyszła zła passa bowiem wygrał jedną z pięciu walk i był bardzo blisko zwolnienia z federacji. Duży wpływ na to, że dostał kolejną szansę miał pewnie fakt, że UFC organizowało gale w Gdańsku. Polak postanowił wrócić do swojego starego trenera Roberta Jocza. Błachowicz wykorzystał szansę i wygrał przez poddanie, zdobywając za to bonus finansowy. Oprócz tej walki wygrał kolejne trzy i będąc wysoko w rankingu, stanął w walce eliminacyjnej do pojedynku mistrzowskiego naprzeciw Thiago Santosa. Walka z „Marretą” była pojedynkiem wieczoru w czeskiej Pradze. I co? Niestety pierwsza w karierze porażka Polaka przez nokaut. Nie złamała go a wręcz przeciwnie, wzmocniła i „Cieszyński Książe” wyciągnął wnioski. Wtedy rozpoczęła się już na dobre droga na szczyt polskiego wojownika. Odniósł trzy zwycięstwa z uznanymi zawodnikami, dwa z nich przez nokaut. Ostatnie z nich w pierwszej rundzie na oczach ówczesnego mistrza wagi półcieżkiej, a zarazem najlepszego zawodnika bez podziału na wagę Jona Jonesa. Do ich walki jednak nie doszło i Błachowicz zdobył wakujący pas z wyżej wspomnianym Reyesem.
Wyjątkowa była pierwsza obrona mistrzowskiego pasa dla Jana Błachowicza. Powodem tego był, jego przeciwnik bowiem na przeciw niego stanął Israel Adesanya – Nigeryjski mistrz wagi średniej(do 84 kg) federacji UFC. Niepokonany Nigeryjczyk był i jest gwiazdą sportową oraz medialną federacji. Był zdecydowanym faworytem, głównie ze względu na swój specyficzny styl walki pomimo różnicy wagi-około 10 kg. Wszyscy eksperci obstawiali, że na punkty nie ma szans Polak. Nic bardziej mylnego, po świetnie rozegranym taktycznie pojedynku Błachowicz zadał Nigeryjczykowi pierwszą porażkę w karierze.

Po stracie pasa zmienił w swoich przygotowaniach kilka rzeczy, ale najważniejszą była osoba Darii Albers. Daria jest trenerem mentalnym, który świetnie wie, co jest w głowie fightera. W przeszłości sama startowała zawodowo w sportach walki. Po kilku tygodniach współpracy Jan Błachowicz widzi pozytywy z tej współpracy, ale prawdziwym sprawdzianem będzie walka. Naprzeciw Jana Błachowicza w drodze powrotnej na szczyt stanie Aleksandar Rakić. Serbski wojownik obdarzony świetnymi warunkami fizycznymi też chce wejść na szczyt, na którym był Polak. Ewentualne zwycięstwo da mu szansę walki o pas. Walka ta miała się odbyć już 26 marca, lecz została przełożona ze względu na kontuzję Jana Błachowicza. Polak miał problemy z szyją a dokładnie z przepukliną, która uciskała na nerw, przez co miał sparaliżowaną lewą stronę ciała. Po rehabilitacji oraz leczeniu farmakologicznym uraz został wyleczony i Cieszyński Książe mógł wrócić do treningów na 100% i przygotować się do walki. Czy Polak powróci na ścieżkę zwycięstw? Przekonamy się nad ranem 15 maja.
Opracował Łukasz Kaleta




